czwartek, 29 listopada 2007

i z drogi...


droga... a w dole...



Ganges




Himalaya...

Wspomnienia z Srinagaru


z rodzinka( od lewej mama Surekhi, sluzacy- prawie jak czlonek rodziny, Surekha,ja, szwagierka S. z corka Bulbul)


Surekha, Prof. Dangwalji i ja :)
(dla niewtajemniczonych z Surekha znamy sie juz 7 lat! jak ten czas leci)


justine w sari


justine na wykladzie


slodkie ladu (tamtejsze cukiernicze frykasy)

Dzien 30 Dehli

update: niestety wyprawa juz dobiegla konca ale powinnam chyba jeszcze dodac ze podroz z Srinagaru busem do Dehli z przesiadka w Rischikesz byla momentami przerazajaca zwlaszcza tuz nad przepascia na kazdym zakrecie, bo to przeciez Himalaje, ale niezbyt meczaca ( chyba nabralam juz wprawy) przebyta w drobne 12 godzin, ktore teraz wspominam z nostalgia... ordinary bus, wokol sami hindusi, sasiad obok czestujacy mnie orzeszkami i innymi tamtejszymi frykasami z seri fast food. Bardzo rozmowny byl ten starszy pan i nawet wspolnie przegladalismy obrazki w przewodniku bo konwersacje mielsmy nieco skoromna, ze wzgledu na ograniczony zasob slownictwa (mojego w hindi i sasiada w angielskim). Po dotarciu do stolicy i wczesniej umowionego hotelu gdzie czekala juz na mnie cala brygada uzbrojona w dwie taksowki zdazylam jeszcze zakupic hinduskie sladycze o nazwie ladu(kulka o zwartej konsystecji w wielu smakach). Zaraz potem nadszedl czas powrotu. Zaladowalismy wiec toboly i ruszylismy na lotnisko... wazna informacja dla wszystkich potencjalnych prodozujacych w tych rejonach: dobra rada nie tylko do Surekhi, na lotnisko nalezy przybyc co najmniej na 3 godziny przed odlotem a to ze wzgledu na tlumy, kolejki i wszelkie procedury hinduskie... Oczywiscie odprawe przeszlam z powodzeniem i tak oto pamietnego 17 listopada AD 2007 wyladowalam na polskiej ziemi... jeszcze tylko kilka fotek z pobytu w Himalajach...

czwartek, 15 listopada 2007

Dzien 29 Srinagar

nadal... i juz po kolejnym wykladzie :) dzisiaj jeszcze zostalo muzeum... zwiedzanie gorskiej miejscowosci... za przewodnika mam Surekhe wiec chyba nie bedzie problemu no i jutro rano ruszam do Dheli... busem bo podobno szybciej i bezpieczniej...wsiadam o 6 rano tutaj i bede w stolicy kolo popoludnia jakies 10 godzin a potem juz lotnisko... tam musze byc podobno na 3 godziny przed odlotem - tlok jak wszedzie w indiach;)
zdaje sie ze to bedzie moj ostatni wpis...hlip hlip tym razem:) bo juz jest postanowone... wracam pytanie tylko kiedy?!

środa, 14 listopada 2007

Dzien 27 i 28 Srinagar

Nareszcie dotarlam do Surekhi... czekali na mnie na przystanku autobusowym i bardzo sie martwili... podobno przyjachalam ostatnim mozliwym autobusem:) troche dlugi ten dzien byl bo od 5 rano do 9 wieczorem siedzialam w srodkach indyjskiego transportu... no ale nareszcie jestem w Himalayach... wieczorem zjedlismy kolacyjke... razem u Surekhi w domu a dzisiaj od samego rana zwiedzam zakamarki tutejszego uniwersytetu i poznalam juz chyba wszystkie ososbistosci na kazdym wydziale... pewnie dlatego ze jestem tak egzotyczna osoba... nawet studenci na korytarzu mnie zaczepiaja zeby ze mna porozmawiac... normalnie gwiazda:) no a dzisiaj rano mialam wyklad na wydziale hmmm...ekonomii... ale master program dotyczy interdyscyplinej dziedziny wiec architektura tez sie przyda:) poza tym tutaj wszystko jest tak inne, ze cokowiek by opowiedziec bedzie przyjete z wielkim entuzjazmem... no bez przesady troche trzeba sie przygotowac:)
a teraz wyruszam na zwiedzianie Sringaru z Surekha... juz mi tu zorganizowala caly pobyt obiady, odwiedziny u rodziny nawet bilet powrotny:)... siedzimy wlasnie w gabinecie jej meza (tez dziekan wydzialu) i skoro oni czekaja na mnie nie bede przedluzac i do nastepnego napisania

poniedziałek, 12 listopada 2007

High Court nadal w Chandigarh


i moje permission na wejscie do swiatyni hinduskiej sprawiedliwosci

Chandigarh w obrazkach :)


a to niespodzianka:)!!!