sobota, 27 października 2007

Dzien 10 Jodhpur

no z tymi minaretami chyba troche przesadzialm... po spacerze ulicami starego miasta- istny labirynt, stwierdzam, ze co prawda mniej jest tu swiatyn hinduskich i wiecej muzulmanow ale bez przesady...:) pewnie zmylili mnie ci stale wzbudzajacy sie muezini.. a trzeba przyznac, ze jest to mile dla ucha przezycie szczegolnie podczas poobiedniej sjesty na tarasie... z wiadomym widokiem. Dzisiaj z samego ranka ( bo potem upal wpedza nas pod strzechy) postanowilismy wdrapac sie na szczyt i zerknac na Meherangarh z bliska- no przyznaje imponujace... a i na usta cisnie sie: cytuje;) "this audio system is excelent":) koniec cytatu... miasto rzeczywiscie niebiansko niebieskie az oczy bola tylko trudno oprzec sie marokanskim porownaniom... dzisiaj popoludniowym spacerkiem przeszlismy uliczkami pelnymi straganow... no tutaj dopiero trudno oprzec sie hinduskim wlascicielom sklepikow... ale poki co dajemy rade... i na nawolywanie: madam have a look please u do not have to buy:) - niezla sciema swoja droga pozostajemy obojetni... no prawie... dzisiaj mamy jeszcze za soba wyprawe do booking office i bilety z Jasalmeru do Bikaneru w kieszeni a jutro skoro swit (bo o 6 wiec bede juz konczyc) ruszamy na pustynie... niestety busem bo koleje powiedzialy kategoryczne nie!... nawet jesli chodzi o turist quota...

Brak komentarzy: