Pociag punktualnie, jak na te warunki, zatrzymal sie na stacji Varanasi... (no z 10 minutowym opoznieniem...) Podroz pociagiem second sleeper (wyrko na gorze) tez ok... hmmm nie rozni sie wiele o naszych kuszetek...wyjatek stanowia panowie w specjalnych kombinezonach roznoszacy jakies smazone frykasy i krzyczacy "kofi, kofi, kofi, czaj"- dokladnie tak jak relacjonowal Guru Pawel B. .Chyba juz przywykam do tutejszych warunkow, bo szoku nie ma. Rezydencja o wdziecznej nazwie Yogi Lodgi jest first class jak na tutejsze klimaty... apropos klimatu dzisiaj bylo nieziemsko goraco... szacuje, ze jakies 3o pare stopni... Dzionek uplynal pod haslem zwiedzamy fabryki jedwabiu...potem zarelko na tarasie z Masala chaj- pycha... (przypominaja mi sie stare dobre czasy z Surekha:)) no i obowiazkowo spacerek nad Gangesem zwienczony ceremonia pogrzebowa nie liczac oczywiscie wizyty w internet cafe... Ciekawe swoja droga jak czesto bede miala szanse tu zagladac?...
a teraz proba zaladowania fotki...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
Justyna. Pisz pisz i pisz. My tu kazdego dnia zaczynamy dzien od odsloniecia Twojej strony. Wiesz, jakie to rozczarowanie zobaczyc, ze nie ma nic nowego?! Umilaj wiec nam nasze jesienne dni i nadawaj, pls. Ile dni bedziecie w Benaresie? Dokad jedziecie pozniej? Z kim jezdzisz?
Halo, halo!Ale niespodzianka, Justyna w Indiach! :) Sledze z przyjemnoscia twoje zdjecia i opowiesci i 3 mam kciuki za udana podroz. Usciski dla Adama I Magdy(ale ten swiat maly:).
PS Mam nadzieje,ze spotkamy sie w marcu na Nartach 2008.. ;)
oczywiscie... juz w blokach startowych jestem... a usciski przekarze za moment bo Magda i Adama poddaja sie teraz wiezornej toalecie( ale to w sekrecie:))
Prześlij komentarz