wtorek, 23 października 2007

Dzien 6 Khajuraho

No i dotarlismy do nastepnego przystanku... po nocnej przejazdzce second sleeperem... pociag nieco sie spoznil ale to nic bo dojechal o dziwo o czasie do Satny - tak jak zapowiedziala magiczna ksiega pociagow SATNA 6.15 - normalnie jestem w szoku!!! jeszcze wiekszy byl wtedy kiedy po wejsciu do wagonu okazalo sie ze wszystkie nasze 3 miejscowy sa zajete i indianie spia w najlepsze... trzeba byc bardzo stanowczym (delikatnie mowiac) bo dopiero na kolejne wezwania panowe grzeczne spakowali swoje walizy i ruszyli do wyjscia... Ci Indianie to jednak zdyscyplinowany narod jest! czego nie mozna bylo powiedziec po tlumie koczujacym na stacji w Varanasi... senna atmosfera wszyscy leza pokotem na posadzce w holu glownym scisk taki, ze stopy nie ma gdzie postawic tylko turysci nerwowo przebiegaja tam i z porotem w oczekiwaniu, jak sie pozniej okazalo, na nasz spozniony pociag... my za to zimna krew... chyba wygladam na stara wyjadaczke bo zaczepil mnie nerwowy juz nieco australijczyk z zapytaniem czy ja cos wiem i czy tez tam jade??? ... ostatecznie wspolnie dotarlismy do celu...
Miasto spokojne ... taka wieksza wiocha po poprzedniej metropolii- drobne 4 tysiace mieszkancow i gdyby nie swiatynie co to ich nazw spamietac nie sposob i rzezby kamasutry...to bylo by tu smuno...( o tym mam nadzieje jutro) za to podroz tutaj z przygodami: najpierw wspomniany szok na stacjach i pociagu... potem cisza i spokoj w biurze turystycznym. w Satnie (ale nawet wg przewodnika nie nalezlo oczekiwac ze kogos tam spotkamy:) wiec rychlo zebralismy sily i ruszylismy autoriksza tzw. tuktuk do stacji gdzie za moment odjezdzac mial nasz nastepny srodek transportu... ulicami miasta zrobilismy maly wyscig ze wspomnianym australiczykiem i jego skosnokim kompanem i wparowalismy tuz przed odjazdem busa... Szefu autobusu nie dal nam duzego wyboru mowiac ze zostaly ostatnie 3 miejsca: pierwsze, drugi i trzcie... czasu nie mielismy zbyt duzo wiec szybka decyzja i juz siedzielismy na swiezo naszykowanych miejscach- kierownik wycieczki wywalil cala rodzinke hindusow i posadzil tam nas...oczywiscie z miejscami ostatnimi wielka sciema bo zaraz za nami wladowal sie australijczyk i jeszcze kilku turystow... a potem...hmm wolne miejsce w autobusie wypelnili wszyscy pozostali, oczywiscie ci co zdolali sie dostac do srodka... awantura byla nieziemska... a wszystko za nasza sprawa... Bus ruszyl powiedzmy punktualnie- kolejny szok... mial oczywiscie kilka przystankow... najpierw droge zajechal nam radiowoz- juz myslelismy ze beda nas sprawdzac... pacyfikacja czy co?! a tu policjant wprowadzil kolejna zblakana owieczke- chyba corka albo rodzina jakas bo zaraz znalazlo sie i dla niej miejsce a kierownik tylko tlumaczyl cos pokazujac na nas...i jak bylo widac gesto sie tlumaczyl... potem jeszcze kilka przystankow przy przydroznych swiatyniach, blogoslawienstwo bramina i podzial kokosa pomiedzy pasazerow... no i na koniec ostatni odcinek podrozy rownie zaladowanym jeepem... bo bus wyrzucil nas 11km od miejsca przeznaczenia ( ale super service... zoragnizowl auto... tyle tylko ze znow pasazerowie wisieli na drzwiach i to doslownie!!!)
obrazkow z podrozy nie mam za wiele bo ciezko bylo nawet do plecaka siegnac ale mam nadzieje ze wystarczajaco obrazowy jest opis no i nie ukrywam licze na wyobraznie czytelnika...
a teraz juz ciemno... jestesmy po spacerku po okolicy wraz z przewodnikami, ktorych odwiedzilismy w domu... swoja droga ciekawie zobaczyc jak oni tu sobie mieszkaja..bardzo sympatyczne popludnie (i wiem wiem uwazam i nikomu nie ufam...) nawet nas na koniec nie nagabywali za mocno bo jak sie potem okazalo rodzinka ma w parterze sklep z precjozami i chetnie pokarza nam kilka drobiazgow...ale my jak te skaly... a i jeszcze pokazy tancow ludowych w tutejszym domu kultury- taka cepelia... ale o tym potem bom sie rozpisala...

2 komentarze:

Krystyna i Pawel pisze...

Justyna, czemu tak malo piszesz?
Jesz-cze! Jesz-cze! Jesz-cze!

Justine pisze...

No kochani staram sie jak moge... ale musialabym siedziec tu z pol dnia takie maja lacza!!! no i nie byloby co opisywac wkrotce prosze wiec o wyrozumialosc... a odplace po powrocie:)