czwartek, 25 października 2007

Dzien 8 Agra

No i jestesmy... dotarlismy tu bez wiekszych problemow o dziwo!!! biorac pod uwage przejscia z managerem w hotelu Zen... oczywiscie swoje na nas zarobil ale trzeba mu przyznac wywiazal sie ze zobowiazan... niedlugo zaczne ufac hindusom... ostatecznie postanowilismy zaryzykowac... przyznaje sie bez bicia - ja z wielkimi oporami - i wzielismy ten nie potwierdzony bilet, wsiedlismy do zapakowanej konserwy... pt bus do Jhansi i punktualnie o 12.30 wyruszylismy w droge..jak sie pozniej okazalo byla to droga przez meke... nikomu nie polecam przejazdzki takim srodkiem lokomocji i to jeszcze po waskich drogach indyjskich, gdzie kazdy pojazd z naprzeciwka jedzie na przyslowiowa czolowke... w srodku oczywiscie dantejskie sceny, wszyscy krzycza na przemian z odglosem klaksonow- aha klakson to podstawowy atrybut kierowcy i trudno nawet powiedziec czy nie wazniejszy od kierownicy... bez tego dzwieku samochod nawet nie rusza a co dopiero mowic o trasie, ktora w sumie trwala ponad 6 godzin... oczywiscie liczac z przerwami na zaladowanie kolejnej tury hindusow... po niezapomnianej przejazdzce na dworcu autobusowym czekal na nas rikszarz... i bez wiekszych sporow po ustalonej cenie na drobne 40 Rp dowiozl nas szczesliwie na dworzec... tutaj rozagralo sie ostateczne starcie - my i koleje indyjskie... ku mojemu zaskoczeniu ale jednoczesnie i wielkiej radosci okazalo sie ze miejsca w pociagu do Agry mamy i pozostaje nam czekac tylko 1,5 h na spozniny pociag... ale po calym dniu spedzonym w podrozy i w niepewnosci co dalej to juz bylo nic... poza tym te drobna chwilke spedzilismy w VIP room w klimatyzowanej poczekalni z lazienka, przysznicem i innymi wygodami, o ktorych typowy turysta second sleepera moze tylko pomarzyc... dziwne bylo tylko to, ze na ten genialny pomysl wpadlismy tylko my bo na peronie siedzialo jeszcze kilku turystow...
i tak po przygpodach dnia poprzedniego, w nocy o godzinie 2 minut 15 dotarlismy do stacji Agra a potem juz myk myk tuk tukiem do hotelu z widokiem na Taj Mahal...
niestety nie dalismy rady wczesniej wiec dopiero o 9 ruszylismy na podboj slawetnej swiatyni... okazuje sie ze i tak bylismy jednymi z pierwszych... bo wychadzac juz po poludniu kolejka przed brama poludniowa byla monstrualna... niestety jak wszystko wyprawa ma tez swoje przykre strony... jedna z nich byla drobna niedyspozycja wszystkich czlonkow- ale chyba najbardziej ucierpiala Magda no i dzisiaj juz podarowala sobie Agra Fort ( tak swoja droga to budowla porownywalna z wspomnianym Taj jak nie lepsza!!!oj chyba sie troche zapedzilam co ja za herezje wypisuje ... oczywiscie rikszarze chcieli nas wyprowadzic w pole a raczej na bazar ale ostatecznie dotarlismy do hotelu i zaraz pedzimy na kolacyjke na tarasie z widokiem na Taj Mahal...w Jhansin kupilismy juz bilety do Jodhpuru... mamy byc tam jutro rano wiec czeka mnie kolejna noc na pryczy z gapiacymi sie dookola hindusami... tak dla scisloci te bilety tez jeszcze nie potwierdzone ale jestesmy jako 234 na liscie oczekujacych wiec chyba nie bedzie problemu...

3 komentarze:

Krystyna i Pawel pisze...

no ciekawe, jak sie udalo z ta lista oczekujacych... "miejsce nr 234" nie brzmi szczegolnie optymistycznie.
bardzo fajnie, ze tak duzo piszesz (chociaz ciagle za malo) - milo tak codziennie wrocic z pracy do domu i odpalic sobie kolejny odcinek serialu "Justyna w Indiach". Jesz-cze, jesz-cze, jesz-cze! Poza tym: au-tor, au-tor, au-tor!

Ewa Lewicka-Nowak pisze...

Witaj Justyś! Dobrze Cię czytać i widzieć. Wyglądacie super, Ty i Taj. Pamiętam jak się znalazłam tam gdzie Ty teraz i to wzruszenie w gardle, że tu jestem, oglądam i dotykam...
Podziwiam tempo i zapał podróżniczy. Nieśmiało Ci donoszę, że sama połknęłam już bakcyla wyjazdowego: wylatujemy już we środę, zaczynam się naprawdę cieszyć!
Twoje fotki są super. Więcej, więcej.
Całusy!
Ewa

Justine pisze...

No to trzymam kciuki... duuza buzka!