piątek, 26 października 2007
Dzien 9 Jodhpur
gdzies z oddali dobiegaja nawolywania z wszechobecnych minaretow to znak (zaraz po kolorze scian budynkow), ze jestesmy juz w "niebieskim miescie" symbolika potem... bo teraz jestem winna male sprostowanie i opis karkolomnej trasy pociagiem... ( wlasnie zezarlo mi calego posta wiec teraz bede sie sterszczala) numerki na liscie oczekujacych byly nad wyraz optymistyzne bo bylo to 2 i 3 i 4 wiec calkiem niezle!!! jednak po podejsciu do kasy nr 1 (obsluguje tylko vipow i turystiow zagranicznych a i jest latwa do odszukania na dworcu bo nigdy nie ma przy niej kolejki) dowiedzielismy sie ze owszem miejsca sa potwierdzone i mamy miejscowke nr 31 oraz 39 i... 39 a wszystkie o dziwo w tym samym wagonie...na nic zdaly sie nasze zapytania, interwencje etc,bo pan oswiadczyl ze tourist quota nie ma i nie bedzie i mozemy jeszcze negocjowac z konduktorem, ktory ma wszystkie listy a znajdziemy go oczywiscie w pociagu , jak bym sama sie tego nie mogla domyslec!?.. sprawdzilismy jeszcze raz ... tak dla pewnosci listy oczekujacych na peronie ( zwykle na 2 h przed odjazdem wywieszaja takowe i kazdy oczekujacy podrozny moze sprawdzic jaka miejscowka zostala mu przydzielona) i ku naszemu zdziwieniu okazalo sie ze lozko z numerem 31 dzielimy z blizej niekoreslonym hindusem.... nie trudno jest sie wiec tez domyslec ze dzisiejsza podroz wymagala od nas wielu wyrzeczen i zachowania zimenj krwi... w pociagu nie bylo znowu tak zle miejscowka na dole od strony korytarza (to dla tych co znaja rozklad pociagu) z kupa dosiadajacych sie hindosow i sasiednia zaraz obok... dobrze ze nie musialam z nimi spac bo ostatecznie dojechalismy w nastepujacej konstelacji Magda i ja na jednym wyrku i Adam ze wspomnianym hindusem, ktory tez nie wydawal sie zadowolony z zaistnialej sytuacji... konduktor powiedzial, ze i tak powinnismy sie cieszyc ze dostalismy te POL miejscowki bo hindus byl wyzej na liscie... a mimo wszsytko trzeba mu przyznac racje, bo dzieki niej( miescowie znaczy) dostarlismy tutaj... rezydujemy w Blue House... - dokladnie na opak opisanym w LP, bo nic a nic sie nie zgadza oprocz adresu i telefonu ( na szczescie in plus) no moze cena troche przytlacza ale w koncu cos nam sie po tej podrozy nalezy !!!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz