czwartek, 1 listopada 2007

Dzien 14 i 15 Bikaner

i szczury...
Wczoraj dotarlismy na miejsce super pociagiem (Jaisalmer-Bikaner) sleeper ale pierwsza klasa! Polaczenie ruszylo od 15 lipca 2007 i pewnie przez tubylcow jest jeszcze nie rozpoznane... bo procz tumanow pustynnego piachu w wagonie sypialnym (jedynym) bylismy tylko my i jeszcze kilkoro zblakanych hindusow. Pan konduktor tez okazal sie nad wyraz sympatyczny... i kiedy poprosil o bilet a ja w ferworze wyciagnelam, o zgrozo, tylko jego polowke ( druga zostala w kieszeni:) zasmial sie tylko i zapytal dalczego daje mu bilet w dwoch czesciach...
Na stacje Bikaner dotarlismy o ciezko rannej godzinie 5.40 tzn. o czasie tak jak bylo planowane... Nie zaplanowalismy tylko miejsca noclegu i po dlugich poszukiwaniach... dotarlismy do Vino Guest House gdzies na obrzezach miasta... Juz myslalam ze rikszarz ma niecne plany i wywozi nas gdzies na pustynie ale na szczescie dotarlismy do hostelu tylko oczywiscie nie tam gdzie chcielismy. Ostatecznie dobrze sie stalo, bo dostalismy pokoj za polowe ceny proponowanej przez hoteliki w okolicach dworca (zanim zlapalismy riksze zdazylismy juz obskoczyc wszystkie noclegownie w polu naszego wzroku) a poza tym wlasciciele okazali sie bardzo sympatyczni... Pani domu zaprosila na lekcje gotowania a i z miejsca gdzie nocujemy blisko jest na Old City i zaraz za rogiem odjezdza bus do miasteczka Deshnok czyli do Karni Mata Temple gdzie kroluja szczury... a to wlasciwie bylo naszym celem... No to jest dopiero przezycie... tak sie przechadzac pomiedzy tupczacymi wszedzie gryzoniami... widok przyznaje niecodzienny ale wcale sie nie dziwie, ze tyle tam szczurow ( podobno wylowienie wzrokiem bialego przynosi szczescie- niestety mnie sie nie trafilo) i takie spasione, za przeproszeniem, bo pilegrzymki z frykasami ciagna jedna za druga a na dziedzincu stoi wielka misa z mlekiem, wokol ktorej tlocza sie te swiete zwierzatka. Widok rzeczywiscie przerazajacy ale tylko na poczatku ( do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic a i trzeba bylo tylko uwazac gdzie sie stawia bosa stope bo wszedzie ich bylo pelno( szczurow znaczy;)) . Dzisiaj kolejna przechadzka po tutejszym forcie i lekcja gotowania a wieczorem ruszamy do Jaipuru, jak zwykle nocnym pociagiem ciekawe tylko z jakimi przezyciami wyladyjemy w stolicy Rajastanu...

Brak komentarzy: