wtorek, 6 listopada 2007

Dzien 20 McLeod Ganj

ale caly czas w tym samym miejscu znaczy kilka kilometrow... a raczej pol godzinki busem od Dharamsali...
No to dzisiaj podjelam meska decyzje - zostaje tu dluzej!!! Mimo wszystko chyba uda mi sie spotkac z Dalai Lama... audiencji niestety nie ma ale za to bedzie wyklad, na ktory juz sie zapisalam ( oczywiscie po pokazaniu paszportu, zlozeniu wniosku wraz z dwoma zdjeciami paszportowymi i po symbolicznej oplacie 5 Rp.)- ah ta hinduska biurokracja w kazdym hotelu pytaja cie o paszport, imie i nazwisko, date urodzenia... etc. wszystko w kilku egzemlarzach wszystkie mozliwe numery paszportu wizy i daty oszalec mozna ale tylko na poczatku.... tutaj znaczy na spotkanie z DL ze wzgledu na bezpieczenstwo podobno:) spoko musialm tylko spreparowac foto ktore wyglada koszmarnie... i juz mam emblemacik:) problem jedyny, ze na spotkanie /wyklad musze czekac czas jakis znaczy dwa dni.. luz bo miejsce jest sympatyczne... wokol piekne widoki... mozna wyskoczyc na krotki trekking... jedyne co musze zrobic to odwolac busa do Dehra Dun i nie bede na 9 listopada na Diwali Festiwal z Surekha... ale niestety nie mozna miec wszystkiego... a poza tym Diwali w przyszlym roku pewnie jeszcze bedzie a z DL nie wiadomo...
Zaplanowlam, ze jade potem z nowa brygada do Chandigaru- to jest obowiazkowe! znaczy cel podrozy niekoniecznie towarzystwo a potem na caly ostatni tydzien do Surekhi... zobaczymy czy cos sie zmieni... ale przeciez jestem elastyczna...:) a teraz kolejna niespodzianka... no niestety z niespodzianki nici bo komputer w sprawie zdjec odmawia wspolpracy...ale ponegocjuje jeszcze

Brak komentarzy: