środa, 7 listopada 2007

Dzien 21 McLeod Ganj

nadal... a to do mnie nie podobne biorac pod uwage dotychczasowe tempo podrozy:) dzisiaj udalo mi sie oddac bilet do Dehradun na jutro wieczor i na szczescie dostac zwrot pieniedzy (oczywiscie nie wszystkie) ale zawsze:) w zwiazku z tym po smacznym sniadanku i wczesniejszej wizycie w swiatyni, w ktorej urzeduje Dalai Lama wyruszylam ( w towarzystwie Tiny i Ciro/ Siro???) w podroz jeepem na odkrywanie Dharamsali. Busy/jeepy odjezdzaja co 15 minut wiec z przemieszczeniem sie do innej cywilizacji nie ma problemu tyle, ze tam nic ciekawego nie ma poza bardzo sympatycznym panem na poczcie, ktory bardzo chcial zeby zrobic mu zdjatko... potem tylko szef jeszcze czul sie poszkodowany i w efekcie zrobila sie z tego niezla sesja. Magda z Adamem tez tutaj juz sa od wczoraj(tutaj- znaczy u DL) i oczywiscie spotykamy sie za kazdym rogiem i wymieniamy doswiadczenia:)) takie wielkie to miasto! Poza tym na kazdym kroku spotyka sie te same twarze... a na 9 listopada zapowiadaja sie tu cale tlumy, normalnie pol Indii tu sie zjedzie... W zwiazku z wypelnianiem czasu oczekiwania na DL postanowilismy wczoraj przetestowac tutejsze kino ( a jest ich 2! dodam jeszcze tylko ze kafejek internetowych nie jestem w stanie zliczyc!) Film hmmm delikatnie mowiac nie porywa... o Tybecie oczywiscie... ale nie polecam, dla zainteresowanych podaje tytul:Dreamind Lhasa. Dzisiaj za to pieknie rozpoczety dzien ( wschodem slonca - specjalnie cala nasza trojka nastawila budziki:) zamierzamy zakonczyc tancami tybetanskimi... wrazenia po a teraz probuje zaplanowac kolejny przystanek... Chyba jednak padnie na Chandigar. To przystanek obowiazkowy a mam propozycje od wspolspacza obecnego skorzystac z atrakcji pt CouchSurfing ( podobno nocleg w Chandigarze jest potwornie drogi. Tak mowi tez moj najlepszy przyjaciel LP) Jedyne co powinnam zrobic to zameldowac sie na stronie co zaraz zamierzam uczynic...

Brak komentarzy: