czwartek, 29 listopada 2007

Dzien 30 Dehli

update: niestety wyprawa juz dobiegla konca ale powinnam chyba jeszcze dodac ze podroz z Srinagaru busem do Dehli z przesiadka w Rischikesz byla momentami przerazajaca zwlaszcza tuz nad przepascia na kazdym zakrecie, bo to przeciez Himalaje, ale niezbyt meczaca ( chyba nabralam juz wprawy) przebyta w drobne 12 godzin, ktore teraz wspominam z nostalgia... ordinary bus, wokol sami hindusi, sasiad obok czestujacy mnie orzeszkami i innymi tamtejszymi frykasami z seri fast food. Bardzo rozmowny byl ten starszy pan i nawet wspolnie przegladalismy obrazki w przewodniku bo konwersacje mielsmy nieco skoromna, ze wzgledu na ograniczony zasob slownictwa (mojego w hindi i sasiada w angielskim). Po dotarciu do stolicy i wczesniej umowionego hotelu gdzie czekala juz na mnie cala brygada uzbrojona w dwie taksowki zdazylam jeszcze zakupic hinduskie sladycze o nazwie ladu(kulka o zwartej konsystecji w wielu smakach). Zaraz potem nadszedl czas powrotu. Zaladowalismy wiec toboly i ruszylismy na lotnisko... wazna informacja dla wszystkich potencjalnych prodozujacych w tych rejonach: dobra rada nie tylko do Surekhi, na lotnisko nalezy przybyc co najmniej na 3 godziny przed odlotem a to ze wzgledu na tlumy, kolejki i wszelkie procedury hinduskie... Oczywiscie odprawe przeszlam z powodzeniem i tak oto pamietnego 17 listopada AD 2007 wyladowalam na polskiej ziemi... jeszcze tylko kilka fotek z pobytu w Himalajach...

Brak komentarzy: